23.08.2024

Posiadanie chęci do życia przyniosło mi dotąd same problemy i dodatkowe zmartwienia. Kiedy żyłem z nadzieją na śmierć, mamrocząc codziennie przed snem ze złożonymi rękoma prośbę o szybkie mojej osoby unicestwienie, wtedy było łatwiej- nie musiałem bowiem dbać. Dbać o siebie. Nieboszczykowi, czy nawet osobie zbliżającej się do stanu nieboszczyka, nie zależy przecież na jej dobrostanie. Żyje ze świadomością, że jego koniec jest zbyt bliski, by miał przejmować się kim-, lub czymkolwiek.

I tak właśnie żyłem do niedawna, żyłem tak od kilku lat. Ale nagle coś się zmieniło. Nie będę się rozwodzić nad tym jak wyglądała moja przemiana wewnętrzna, ani dywagować nad tym co wpłynęło na jej dokonanie, ale chciałbym zwrócić uwagę na to jak nieznośne efekty mi ona przyniosła. Zacząłem bowiem się o siebie martwić!

Weźmy na przykład takie papierosy- drobne zamiłowanie, które było mi bliskie od około szesnastego roku życia. Wcześniej jedynym zmartwieniem, które owe zamiłowanie generowało było to, czy aby starczy mi środków pieniężnych na kontynuowanie tego nawyku. Teraz z kolei, kiedy zaczęło nagle zależeć mi na życiu, a nawet dożyciu, zaciągając się papierosowym dymem zaczynam martwić się o swoje zdrowie i o to, jak owe zaciąganie się na nie wpłynie. ?! Porażka. Nie jestem w stanie czerpać już nawet przyjemności z nikotyny, ponieważ moje pragnienie pozostania przy życiu, oraz w miarę porządnym zdrowiu rujnuje jakąkolwiek przyjemność, która wcześniej płynęła z tej drobnej przyjemnostki. 

Generalnie, wraz z odzyskaniem chęci do życia, zaczęło mi za bardzo zależeć, na bardzo różnych rzeczach i różnych ludziach, a na sobie już najbardziej i to mi właśnie uprzykrza moją maluczką egzystencję. Im większy zapał do kontynuowania wegetacji odczuwam, tym bardziej się zamartwiam. Kiedy rano budzę się z bólem jakiegoś członka, nie zbywam tego wzruszeniem ramionami, ale faktycznie przejmuję się tym bólem. Zaraz zrywam się przerażony, czy aby nie jestem przypadkiem chory. I czemu tak zależy mi na zdrowiu? Czemu tak zależy mi na przeżyciu kolejnych kilku lat? 

Ta sytuacja jest szalenie kłopotliwa, ale również poniekąd sympatyczna. Jak szczeniak, który chcąc się bawić z nieznajomym, zaczepia go i ujada i za wszelką cenę nie daje się opędzić.